Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewała. Pierwsze zamówienie złożył pan Jan, stały klient, który po zamknięciu lokalu nie mógł znaleźć nigdzie równie dobrej kopytki. Potem lawina ruszyła. Młodzi pracownicy z okolicznego biurowca, zmęczeni pizzą i burgerami, odkryli, że mogą zamówić „prawdziwy obiad jak u babci” jednym kliknięciem.
Dla Marii, która nie wyobrażała sobie życia bez lepienia pierogów, był to koniec świata. Jednak jej wnuk, Tomek, miał inny plan. Pewnego popołudnia przyniósł do jej kuchni laptopa i założył profil o nazwie Pani Obiadowa Online.
Maria szybko nauczyła się obsługi tabletu. Teraz, zamiast dzwonka u drzwi, o nowym zamówieniu powiadamiał ją wesoły sygnał powiadomienia. Kuchnia znów tętniła życiem, a kurierzy na rowerach odbierali paczki pachnące domem.
Początki były trudne. Maria patrzyła z niedowierzaniem, jak Tomek robi zdjęcia jej słynnym gołąbkom i wrzuca je do sieci. "Kto kupi jedzenie przez komputer, Tomku?" dopytywała, przecierając ręce w fartuch.
W kuchni pani Marii, znanej na osiedlu jako Pani Obiadowa, zawsze pachniało majerankiem i domowym rosołem. Przez trzydzieści lat karmiła sąsiadów w małym lokalu na parterze bloku, ale kiedy czynsze gwałtownie wzrosły, musiała zamknąć drzwi swojej jadłodajni.